Kilimanjaro Expedition 2012 – zakończona sukcesem

 

Wszyscy uczestnicy ” Kilimanjaro Expedition 2012 ” zdobyli najwyższy szczyt Afryki, Kilimanjaro mający wysokość 5895 m n p m = 19341 feet drogą Machame Route.


 

 

Witam serdecznie

Z ogromną przyjemnością pragnę Państwa poinformować o sukcesie wyprawy “Kilimanjaro Expedition 2012″zorganizowanej przez naszą fundację.
Bez Państwa udziału wyprawa nie miałaby szans na realizację. Do najwyższego szczytu kontynentu afrykańskiego podążaliśmy drogą Machame Route.To obfitujący w piękne widoki szlak długości ponad 60 km, który stopniowo wchodzi w płaskowyż Shira, by od zachodu podejść do szczytu.
Wysokość szczytu Kilimanjaro ma 5895 m n p m i choć nie jest górą trudną technicznie to ze względu na wysokość stanowi dla wspinaczy wyzwanie. Przez sześć dni przemierzaliśmy afrykańskie ścieżki zmierzając do celu. Na szczycie stanęliśmy dnia 14.09.2012 ok.godziny 09.15 czasu lokalnego. Przesyłam parę zdjęć z pobytu w Afryce z własnego aparatu ……  Jeszcze raz serdecznie dziękujemy za wsparcie finansowe dla uczestników którzy wygrali walkę ze śmiertelną chorobą a teraz wygrali walkę pokonując własne słabości i pokazują, że rak to nie wyrok. Wręcz przeciwnie ta okrutna choroba może stanowić drogę do lepszego życia- życia pełnego pasji i marzeń. Tak ważny jest ruch w codziennym życiu bo jeśli się człowiek rusza to żyje!!!

pozdrawiam Kasia Gulczyńska

Prezes Fundacji “Pokonaj raka”

Relacja pełniejsza wkrótce a poniżej kilka słów o uczestnikach wyprawy …

Małgorzata Kurtyka-Kozioł
“Ujrzeć światło lepszego świata” – to moje motto od kiedy choroba postawiła znak STOPU na mojej drodze.

Mam lat 48, męża, trzech synów i córkę oraz dwoje wnucząt. Sześć lat temu obudził mnie sen, w którym moja przyjaciółka Wiesia daje mi informację, bym zbadała prawą pierś. Świętej pamięci Wiesia rok wcześniej, w 41 wiośnie życia, po walce z rakiem zostawiła doczesne życie. Przeżyłam szok, gdyż faktycznie badając samodzielnie piersi, znalazłam całkiem dorodnego guza. Przestraszyłam się, a mąż chcąc ratować sytuację, powiedział, “nie martw się, wieczorem odpowiednio wymasuję i guz jak się szybko pojawił, tak zniknie”. Jednak nie zniknął. Mieszkaliśmy wtedy w Chicago, dowiedziałam się, gdzie zrobić mammografię. Niestety wynik był zły! Strach w oczach, choć zawsze byłam odważna, energiczna, świat zawalił mi się pod nogami. Ale Bóg zawsze stawia na mej drodze ludzi, którzy pomagają mi odnaleźć się w każdej sytuacji. Znalazłam się pod opieką wspaniałych lekarzy. Miałam wokół rodzinę i przyjaciół, którzy nie  pozwalali myśleć o braku ubezpieczenia, pieniądzach, trudnościach związanych choćby z językiem, tylko o ratowaniu siebie. I tak podejmowałam walkę za walką, najpierw biopsje, badania, potem operacja wykonana wspaniałą ręką dr Elizabeth Marcus. Ponieważ miałam już przerzut na węzły chłonne, zostały one wycięte. W sumie  pozbyłam się trzech raków, a każdy z nich był inny. Przed operacją nie zgadzałam się na chemioterapię, po otrzymaniu wyników zmieniłam zdanie. Stwierdziłam, że skoro dla mnie nie ma wielkiej nadziei, to może choć dla ludzkości coś zrobię i zdecydowałam się na eksperymentalną chemioterapię. W ciągu trzech i pół roku w sumie przeszłam 9  operacji i 8 eksperymentalnych chemioterapii. Był to bardzo trudny czas dla mnie i dla moich bliskich. W sercu, tak głęboko szalały różne emocje, bałam się, że nie doczekam  narodzin wnuczka, pierwszej Komunii mojej córeczki, ale zawsze wierzyłam, że zobaczę światło lepszego świata. Nigdy nie pytałam, dlaczego Ja się rozchorowałam. Choroba to nie kara, choroba to doświadczenie, to znak stopu, to czas by coś zmienić. Po deszczu wychodzi słońce i na niebie pojawia się tęcza – musimy ją dostrzec! Dziś mijają dwa lata, jak jestem zdrowa, dwa lata temu wróciłam też do kraju. Życzę wszystkim i sobie zdrowia i rozsądku. Walczącym z chorobą – zwycięstwa, moim najbliższym i wszystkim dobrze mi życzącym, że dopóki sił mi wystarczy, będę  uczestniczyć w każdej akcji i będę świadectwem i wsparciem dla tych, którym to  doświadczenie też będzie dane. Staram się nie zatrzymywać dobra, które dostaję. Czyniąc innej osobie coś miłego – uszczęśliwiamy nie tylko ją, ale siebie wprowadzamy w lepszy nastrój i wyzwalamy w sobie pokłady dobrej energii. W taki właśnie sposób mamy coraz więcej  i więcej osób, które zarażają świat optymizmem!!! To wywołuje reakcję łańcuchową – cieszę się, że mogę się z Wami podzielić moimi doświadczeniami i może Ktoś “ujrzy światło lepszego świata”. Ja chcę je zobaczyć ze szczytu Kilimanjaro.

 

Małgorzata Kotewska
Mam 49 lat i trzynastoletnią córkę, którą muszę wychować; dlatego też żadna choroba mnie nie przestraszy, a życie jest piękne…! Półtora roku temu wyczułam w lewej piersi niewielkiego guza. Myślałam, że to niegroźna zmiana, taka, jaką kilka lat wcześniej wycięto mi z drugiej piersi. Zrobiłam badania. Niestety nie dały one jednoznacznego wyniku. Miesiąc później miałam zabieg, po którym wróciłam do pracy. W tym czasie dostałam wynik, który brzmiał: rak piersi. Okazało się, że muszę mieć kolejną operację, potem jeszcze jedną i radioterapię. Przez cały czas w pełni ufałam lekarzom, że to, co robią, jest dla mnie najlepsze. Wierzyłam, ze wszystko będzie DOBRZE. Choroba nie jest dla mnie wyrokiem. To ostrzeżenie, że powinnam zmienić swoje życie, zastanowić się, co jest dla mnie najważniejsze i najlepsze. Zawsze byłam aktywna, jednak praca  zawodowa pochłaniała mi wiele czasu i nie wystarczało go na inne zajęcia. Teraz się to zmieniło. Prawie codziennie jeżdżę na rowerze, kilka razy w tygodniu pływam. Sprawia mi to ogromną radość. Obecnie doceniam te wszystkie ulotne chwile, drobne gesty, małe rzeczy, obok których często przechodzimy obojętnie, pochłonięci “ważnymi”  sprawami.

 

Władysław Wiśniewski
Data urodzenia: 20-6-1956 Telefon kontaktowy: 666361036 Adres: Bema 20 b 4 Gdynia 81-386 Stan cywilny: żonaty Uprawiane sporty: wycieczki rowerowe, turystyka górska Choroby: wieloletnia choroba wrzodowa; 2006 r., – perforacja  wrzodu żołądka; 2007 r., – diagnoza – gruczolak żołądka; resekcja części żołądka;  podejrzenie przerzutu na wątrobę; 6 serii chemii; zastosowanie niekonwencjonalnej medycyny i diety; kwartalne badania lekarskie.

Motywacja: Pani doktor po ostatniej chemii powiedziała:  “Ciesz się każdym dniem”, a tych dni upłynęło już ponad 2000, choć nie wszystkie dawały powody do radości. Dzisiaj, kiedy pokonuję swoje zmęczenie i obok zdrowego kolegi przejdę trasę lub  zdobędę szczyt, czuję się dumny i spełniony i wtedy wiem, że nie warto zamykać się ze swoją chorobą w pokoju, lecz wziąć się z nią za bary, wywlec w góry, dać jej w kość i powiedzieć: znowu z tobą wygrałem. Myślę, że każdy przewlekle chory powinien wejść na swoje “Kilimandżaro”, niezależnie czy jest to trudne czy łatwe podejście. Wtedy  będzie miał więcej mocy do walki o każdy dzień życia.

G R A T U L U J E M Y!!!

zobacz film : http://www.youtube.com/watch?v=zBxRUM0Pijc